Zakładki:
Follow Me on Pinterest
PustaMiska - akcja charytatywna
Abroad
Contact: zielona-karuzela@gazeta.pl
Fashion
I do not have any rights to the photos featured on this page. All photos are credited to their rightful owners. Zdjęcia przedstawione na blogu nie są moją własnością.Pod każdą notatka,postem można znaleźć źródło pochodzenia
My other blog
Poland
Recommended
Street fashion
Zielona-karuzela

środa, 22 maja 2013

Gdyby ktoś kilka lat temu (ba! jeszcze rok temu) powiedział mi że polubię się z czerwienią - zaśmiałabym mu się w twarz. Serio. Ja, miłośniczka stonowanych i spokojnych kolorów miałabym ochotę nosić coś tak wybitnie rzucjacego się w oczy? Niemożliwe. A jednak. O tym, ze genialnie sprawdza się na dodatkach i jako kolor lakieru do paznokci wiedziałam od dawna. Ale do tego by ją wprowadzić (nawet w minimalnym zakresie) do swojej szafy musiałam dorosnąć.

 

via: pianofortegirl.files.wordpress.com (1, 2, 3), style.com (1, 2, 3)

Chodzi mi w tym momencie zwłaszcza o jej intensywny, wręcz ognisty odcień, momentami wpadajacy w pomarańczowy. Co tu dużo mówić - robi wrażenie i jest przy tym niesłychanie energetyzujący. Chociaż nieźle komponuje się z resztą kolorów (zwłaszcza tymi bazowymi jak czerń, beż, biel i szary), najbardziej ją lubię gdy występuje samodzielnie. Jako solistka najlepiej sprawdza sie na sukienkach. Zwłaszcza tych w wydaniu letnim, czyli krótkich oraz prostych. Oczywiście jest też rewelacyjnym wyborem na większe wyjścia (sprawdziłam osobiście). Obecnie jestem na etapie  poszukiwań jej codziennej wersji. 

 

  via: pianofortegirl.files.wordpress.com (1, 2), style.com (1)

W wiosenno-letnich kolekcjach pojawiła się m.in. u Reed Krakoff, Ralph Lauren, Oscar de la Renta, Diane Von Furstenberg, Elie Saab, Vionnet, Vivienne WestwoodVictoria Beckham, D&G, The Row, Christian Dior, Valentino, Carolina Herrera, Giambattista Valli, Alexis Mabille, Costume National. Co więcej - dość licznie pojawiały sie w kolekcjach męskich. Można ją było znaleźć również na pokazach na jesień-zimę 2013 - np. Hugo Boss,  Jeżeli więc zdecydujemy sie na jej zakup, po zmianie dodatków, spokojnie będziemy mogli cieszyć sie nią cały rok. Jak ją nosić? Co do zasady takie sukienki nie lubią konkurencji. Polecam więc cieliste lub czarne buty i prostą fryzurę oraz makijaż. Genialnie wyglada z nimi złoto. Inspiracje - 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9, 10

 

via: mango.com (1, 2) , zara.com (1, 2), mohito.pl, topshop.com

Translate:  I love red. Really. Is such a stimulant and exciting color. Bright, bold and brilliant. Little red dress is my nowadays must have. So chic and femine. Runways -  Reed Krakoff, Ralph Lauren, Oscar de la Renta, Diane Von Furstenberg, Elie Saab, Vionnet, Vivienne WestwoodVictoria Beckham, D&G, The Row, Christian Dior, Valentino, Carolina Herrera, Giambattista Valli, Alexis Mabille, Costume National. Inspirations - 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9, 10.  

12:25, zielona-karuzela , trend
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 20 maja 2013

Dziś kilka słów o ciekawym i przede wszystkim pięknym mikrotrendzie zauważonym w wiosenno - letnich kolekcjach. Mowa o nawiązaniach do tajemniczego Dalekiego Wschodu, a zwłaszcza Japonii. Było to widoczne głównie na pokazie Prady. Co raczej nie powinno dziwić - Miuccia Prada jak zwykle zachwyciła. Wpływy Dalekiego Wschodu znajdziemy również w wiosennej kolekcji Aquilano.Rimondi, Haider'a Ackermann'a, Pucci, Dries Van Noten, Gucci, Damir Doma, Lanvin, Fausto Puglisi, Hermès, Huishan Zhang, Jen Kao, John Galliano, Etro, Muger, The Row czy też Uniqueness. To kolejna odsłona tak lubianego przez mnie tribal trend. Co cieszy mnie najbardziej powoli przedostaje się on również do mody ulicznej, czego doskonałym przykładem są te stylizacjie  - tutaj, tutaj, tutaj i tutaj

 

via: style.com

Co zaoferowali nam projektanci? Większość pokusiła się o zaprezentowanie nam współczenej wersji japońskiej Gejshy. Pojawiło się więc wiele pięknych deseni zdobiących delikatne jedwabie. Do tego całą masę wzorów (zwłaszcza zwierzęcych w tym ptaków) haftowanych na delikatanych, "płynnych" lub zupełnie sztywnych tkaninach. Szczypta kaligrafii oraz popularny deseń tzw. kwiatów marimeko. Pamiętajmy, że Orient to też bogato zdobione materiały i botaniczne nadruki. Ubrania przypominajace kimona, ale też pudełkowe, wręcz nadmuchane kurtki i bolerka. Formy przypominające kunsztowne origami (czego dobrym przykładem są opisywane niedawno przeze mnie "dziwne spódnice"). A także lejące się piżamowe fasony.

 

via: style.com

Warto też zwrócić uwagę na obuwie w którym zaprezentowały się chociażby modelki Prady. Były one inspirowane tradycyjnymi platformami okobo. Równie ciekawe, pięknie zdobione koturny zaprezentował dom mody Pucci. Wygladały jak małe dzieła sztuki. Wprawdzie fanką takiego fasonu nie jestem, ale trzeba przyznać, że robi ono wrażenie. Niestety mam wrażenie że są raczej do oglądania niż do chodzenia.  Muccia zaprezentwoałą również cała masę skarpetek inspirowaną tymi noszonymi przez zawodników sumo. W jej wydaniu były one jednak różnokolorowe i przede wszystkim skórzane. Poniżej znajdziecie również przegląd co w sieciówkach jest pod wpływem opisywanego trendu. Sporo odniesień możemy znaleźć zwłaszcza w obecnej kolekcji zary (tutaj, tutaj, tutaj, tutaj, tutaj oraz tutaj), Topshopu czy River Island.

 

 

 via: riverisland.com(1, 2), zara.com (1, 2, 3), topshop.com, oasis-stores.com 

Translate: Muccia Prada in her spring/summer 2013 collection goes with satin, silk, luxurious kimono-inspired dresses, boxy jackets, short-suits, flowers pattern, marimeko flowers,the pyjama trend, leather, judo socks, okobo platforms, kimono cuts and foldings. So feminine and chic. I just love her Orient inspiration collection. Runways -  Aquilano.Rimondi, Haider'a Ackermann'a, Pucci, Dries Van Noten, Gucci, Damir Doma, Lanvin, Fausto Puglisi, Hermès, Huishan Zhang, Jen Kao, John Galliano, Etro, Muger, The Row czy też Uniqueness.

13:07, zielona-karuzela , tribal trend
Link Komentarze (3) »
poniedziałek, 13 maja 2013

O tym że biegam (ok, usiłuje biegać) juz sie pare razy chwaliłam. Jak na razie czysta amatorka. Staram sie biegać trzy razy w tygodniu (stosując sie do ogromu rad, które od Was dostałam). Obecnie są to krótkie dystanse, ale wciąż z tyłu głowy mam marzenie o wystartowaniu za kilka miesięcy w półmaratonie. Serio - sparwia mi to przyjemność. Każdy kto ćwiczy wie, że nie ma lepszego sposobu na gorszy dzień niż wysiłek fizyczny. 

Jako genialny przykład słomaniego zapału postanowiłam że na większe inwestycje (typu strój czy specjalne buty) zdecyduje sie jeżeli faktycznie się wkrecę. Powoli chyba dochodze do tego momentu. Macie jakieś rady? W seci wprawdzie można znaleźć mnóstwo informacji na ten temat, ale jakoś średnio mi to pomaga. Wiadomości na temat odpowiedniego dla biegacza obuwia jest tak dużo, że wręcz sie w nich gubie. Poniżej trzy utwory które zwykle wałkuje (o ile nie katuje) w nieskońcozność w czasie biegu.

 

 

Mają idelane tempo. Nie są ani za szybkie ani za wolne. Są bardzo pozytywne. Do tego idealnie umilają każdy wysiłek. Polecam każdemu tworzenie takich składanek.

12:31, zielona-karuzela , get fit
Link Komentarze (4) »
sobota, 11 maja 2013

Muszę przestać zagladąć na stronę House of mima, bo mój portfel zacznie szlochać. Jak doliczyć do tego postanowienie, że wstrzymuje sie z zakupami do czasu gdy nie pozbędne się zbędnych rzeczy z szafy (czyli jakiś 4 worków ubrań) mamy niezły dylemat. Ale jak przejść w tej sytuacji obok niego obojętnie? Mowa o cacku ze zdjęcia poniżej. Co tu dużo mówić (a raczej pisać) znowu straciłam głowę. Kolejna obesesja.

 

 via:houseofmima.pl

Powoli uzależniam sie od dużych, widocznych naszyjników. I stwierdzam to całkiem poważnie. Zdecydowanie mają za dużo zalet. Co tu duzo mówić - robią całą stylizację. Po założeniu, nie muszę sie już niczym martwić. Dobierać kolczyków, apaszek czy starać się ożywić w inny sposób to co na siebie nałożyłam. Zestaw dzieki takiemu maleństwu ma to "coś". A że moja stonowana, do bólu nudna i prosta garderoba stanowi genialne tło dla tego typu biżuterii to tylko kolejny plus. Nie ma wyjścia muszę założyć coś na wzór "blokady rodzicielskiej" na internet :) Pora na szlaban.

21:22, zielona-karuzela , accessories
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 09 maja 2013

Dziś stosunkowo wyjątkowy i nietypowy wpis, bo raczej z kategorii tych kosmetycznych (a wiec u mnie niespotykanych). Swego czasu skusiłam się na przedłużanie rzęs metodą 1:1. Wyjeżdżałam, wiec zależało mi na tym by po pierwsze fajne wyglądać, po drugie nie być zmuszona do zabierania zbyt dużej ilości kosmetyków. A że mój makijaż zwykle ogranicza się do tuszu do rzęs tym bardziej widziałąm same plusy takiego zabiegu. Efekt był świetny.Miałam szczęście trafić na kosmetyczkę, która zrozumiała stwierdzenie "poproszę o naturalną długość" dzięki czemu wyczarowała mi rewelacyjne (ale w granicach rozsądku) "spojrzenie".

Oczywiście szokujacym by było gdyby obeszło sie bez komplikacji. Takie bajki to niestety nie u mnie. Otóż jako alergik (do tego w okresie pylenia całego cholerstwa świata) bardzo tarłam oczy. Dodajmy do tego ciągłe łzawienie i koniec końców niemal całkowicie powyrywałam sobie poprzyklejane rzęski wraz ze swoimi naturalnymi. Oczywiście tuż po powrocie poszłam do salonu i zdjęłam resztki które mi zostały. Niestety. Stan moich rzęs po całej tej zabawie był wręcz tragiczny. Nie zrozumcie mnie źle. Do samego przedłużania nic nie mam. Znam osoby, które bez żadnych przygód mogą sobie na to pozwolić i nic złego sie nie dzieje. Nie była to też wina kosmetyczki. Po prostu ja nie nadaje sie do takich zabiegów.

Po tym trochę przydługim wstępie przechodzę do meritum, czyli o tym co mi pomogło. Poniżej znajdziecie krótki filmik (zaledwie 5-minutowy), ze świetna metodą jak odżywić swoje rzęsy. I to w sposób tani, stosunkowo szybki i prosty. Metodę jak już wspomniałam sprawdziłam wcześniej osobiście (dzięki radom mądrej koleżanki). Skoro pomogła mi uratować moje rzęsy to tym bardziej sprawdzi się i u Was. Kluczem do sukcesu (jak zreszta w przypadku większości zabiegów kosmetycznych) jest systematyczność.

 

Więcej pomysłów na to jak wzmocnić rzęsy bez wydawania bajońskich sum znajdziecie tutaj. Przy okazji polecam cały kanał występującej vlogerki ( i jednoczesnie blogerki) Aliny Rose. Ma duża wiedzę i co wiecej wiele pomysłów jak sprawnie oraz szybko uporać sie z większością kosmetycznych dylemantów.

13:56, zielona-karuzela , beauty
Link Komentarze (2) »
wtorek, 07 maja 2013

Po wczorajszym wpisie dostałam cała masę prywatnych wiadomości na facebook'u i na pocztę. Za co bardzo dziękuję. Serio! Nie ma większej radości dla blogera niż reagujący i wchodzący w interakcje czytelnicy (a ja jak wiadomo mam najlepszych!). Większość pytań dotyczyła w jaki sposób ograniczyłąm ilosć posiadnych rzeczy. Czyli jak zdecydowałam co jest mi niepotrzebne i oczywiście jak następnie się takowych (zwłaszcza) ubrań pozbyłam.

O porządkach w mojej szafie (oraz w głowie) pisałam kilka razy (przede wszystkim w  tym wpisie, ale też m.in. tutaj, tutaj, tutaj i tutaj). Nie jest to proces trudny choć dość męczący i przede wszystkim czasochłonny. Najprostszy i najprzyjemniejszy diagram obrazujący jak się do tego zabrać (i uniknąć całego zbędnego w tym momencie paplania) znalazłam na blogu happyholic (który przy okazji polecam - blog jest genialny i na 100% znajdzie sie w moich majowych ulubieńcach). 

 via: happyholic.pl

Podążając za powyższym schematem skutecznie pozbędziemy się zbędnych szpargałów. Wymagana jest jednak pewnego rodzaju bezwgledność i uczciwość. I jak już wspomniałam chwila wolnego czasu.  Zawsze polecam przeprowadzać powyższy proces  z przyjaciółką lub kimś bliskim. Warunek podstawowy - muszą być to osoby szczere i których ocenie ufacie. Poza tym może będą zainteresowane tym co odłożycie na kupkę "niepotrzebne" (podwójna korzyść - wy się czegoś pozbywacie, ktoś zyskuje coś nowego). 

Na wszystkie prośby, sugestie i pytania postaram się jak najszybciej odpowiedzieć. Przy okazji przypominam swojego e-maila zielona-karuzela@gazeta.pl.

16:58, zielona-karuzela , organization
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 06 maja 2013

Moim mottem na ten rok z pewnością są dwa poniższe teksty. Potrzebuje mniej rzeczy, ale za to wszystkich w rewelacyjnej jakości. Chcę mieć szafę w której co do zasady wiszą ubrania które faktycznie noszę (poza kilkoma wypadkami które trzymam z sentymentu). Nie potrzebuje przepastnej garderoby wypełnionej po brzegi nieużywanymi ciuchami czy też morza dodatków smutno plączących się w szufladach i komodach. Dlatego staram się w miarę regularnie (oczywiscie z różnym skutkiem, wywołanym wrodzonaym i zaawansowanym lenistwem) pozbywać niepotrzebnych ubrań. Unikam zakupów a jeżeli już sie na jakieś wybieram to zawsze w konkretnym celu i z listą. Zwracam uwagę na metki. Sprawdzam skład. Oglądam szwy, klejenia i zamki. Dokładnie przyglądam sie każdemu potencjalnemu zakupowi. Wracam po kilka razy do jednego sklepu by zobaczyćć konkretną rzecz. Aby sprawdzić  i przekonać się czy wciąż mi sie tak samo podoba. Nie ufam zamieszczonym w sklepach lustrom i lampom , a więcświatłu ponieważ często przekłamują zarówno kolory jak i naszą sylwetkę (mam an myśli m.in. lustra w magiczny sposób nas wysmuklające). W przymierzalni potrafię skakać, siadać, schylać się, prostować i machać rękoma (nie jestem wariatką! chyba) tylko po to by sprawdzić czy ciuch faktycznie nadaje się do noszenia. Może wyglada to śmiesznie, ale jest całkiem rozsądne. Ubrań które fantastycznie wygladają na wieszaku, za to są potwornie niewygodne i niepraktyczne (a w związku z tym nie spełniających swojej roli) w swoim życiu miałam już wystarcząjąco dużo. Nie potrzebuje kolejnych. Unikam też wyrobów "czekoladopodobnych", czyli ubrań które nie są wprawdzie w 100% takie jakie sobie wymarzyłam, ale już mam dośś poszukiwania ideału.

 

 via: pinterest.com

Oczywiście nie zawsze jest tak różowo. Nie jestem w tym zakresie yodą. Zwykle bowiem jestem lepszym teoretykiem niż praktykiem. Dlatego cenię sobie sklepy w których mam możliwość zwrotu (nienoszonych!) ubrań. Daje mi to szansę na ochłonięcie i przemyślenie zakupu. Sklepowa fascynacja potrafi bowiem szybko minąć w sklepie. Ba! Nawet po odejściu od kasy. Piękne szpilki raptem okazują się uwierać, obcas jest niebotycznie wysoki (nadaje się wiec raczje do stania niż chodzenia), marynarka jest jednak za duża w ramionach, a sukienka zbyt przylega do wystajacego brzucha (true story). Poza tym mogę taką rzecz zmierzyć i spróbowąc skomponować z zawartością mojej szafy. Okazuje się czasem, że wymarzony zestaw wyglada na mnie strasznie, a zestawienie nadaje się raczej do mycia okien niż na przykład do wyjścia na wesele przyjaciółki.

 

 via: pinterest.com  

Posiadanie własnego bloga, a co za tym idzie poświęcanie czasu na "modowe" przemyślenia (już słyszę te gromy za trywialność tematu) dużo w mojej głwoie w tym temacie zmieniły. Sporo w  zmianie  mojego podejścia to tej kwestii dała też przeczytana "Sztuka prostoty" (oczywiście z odpowiednim dystansem). Oczywiście nawet do minimalizmu i prostoty należy pochodzić z umiarem i nie przesadzać. Nie będę się jednak na ten temat rozwodzić bo wspominałam już o tym kilkukrotnie. Poza tym są osoby dużo lepiej o tym piszące, polecam zwłaszcza niezrównaną Styledigger.

09:35, zielona-karuzela
Link Komentarze (4) »
niedziela, 05 maja 2013

O modzie na neony piszę regularnie, niemal każdej wiosny, od kilku lat. Nic w tym dziwnego. Ich ciągłe powracanie jest po prostu wyrazem naszej tęskonty za kolorem po długiej jesieni i mroźnej zimie. Ich widok od razu przywołuje wspomnienie wakacji. Rozweselaja niemal każdą stylizację. Poza tym mało co tak dobrze wygląda przy opalonej skórze i w promieniach słońca. Zalet mają sporo, a do tego całkiem ich sporo od neonowej żółci, pomarańczy, fuksji po intensywną zieleń i niebieski. Dla każdego znjadzie sie więc odpowiedni odcień.

images via: houseofmima.com 

Każdy kto w miarę regularnie czyta mojego bloga wie, że jestem wielką miłośniczka klasyki i stonowanych kolorów. Nic więc dziwnego, że raczej neonów w swojej szafie unikam. Wyjątkiem jest opisywana ostatnio przeze mnie fuksja i kobaltowy, a i one serwowane są u mnie raczejz umiarem. Dlatego zdecydowałam się na najlepsze rozwiązanie tego dylemantu - neonowy naszyjnik. Nałożony nawet do najprostszej i najsmutniejszej stylizacji skutecznie ją podkręci. Poza tym znajduje się na tyle blisko twarzy by ją ożywić, a w końcowym efekcie "odmłodzić" (tania wersja liftingu :)!).

 

images via: houseofmima.com

Powyżej coś co skutecznie przekonuje mnie do neonów i rewelacyjnie nadaje sią nawet dla takich "modowych ponuraków" jak ja. Dwa naszyjniki wykonane z grubych, wręcz "marynarskich", sznurów (swoją drogą stanowią ciekawe wyjście dla wszytskich miłośników marynarskich klimatów). Możemy je znaleźć również w wersji soczystej brzoskwini lub wściekłego różu. Wszystkie pochodzą z internetowego butiku House of Mima.

11:30, zielona-karuzela , accessories
Link Komentarze (3) »
sobota, 04 maja 2013

Wróciłam z majówki, która w tym roku była prawdziwą mieszakną deszczu, słońca i wiatru. W efekcie mam opaloną twarz i zupełnie białę ciało więc wyglądam jak ofira nieumiejętnie dobranego podkładu :) Z racji na mój wyjazd nie pojawił się obiecywany wpis o ulubieńcach kwietnia, czym prędzej wiec to nadrabiam.

W kategorii książka tym razem z racji na dużą ilość pracy (a w związku z tym dośc limitowany czas) nie było szaleństwa i skończyło się jedynie na dwóch pozycjach. Po raz kolejny znalazła się w nich jedna z moich ulubionych książej, a mianowicie "Marzyłam o Afryce" Kuki Gallmann. Czytałam ją już trzeci raz i kończąc ostatnią stronę wiedziałąm, że to nie ostatnie moje z nią spotkanie. Polecam wszystkim, którzy tak jak ja dzieciństwo spędzili marząc o Afryce, a zwłaszcza Kenii. Książka spodoba sie również miłośnikom "Pożegniania z Afryką" Karen Blixen. Kwiecień upłyną mi również na czytaniu ksiażki "Religia" Tim'a Willocks'a, czyli ciekawej powieści historycznej. Akcja rozgrywa się podczas oblężenia Joannitów na Malcie przez Turków w 1565 roku.  Wciągajaca fabuła, dużo emocji, ciekawe postacie ale też mnóstwo brutalności i krwi. Rzetelny opis historii a także wyraziści i fascynujący bohaterowie. Pozycja wciągająca od pierwszej do ostatniej strony. 

images via: filmweb.com, empik.com 

Dużo ciekawej prezentuje się mój "dorobek" w kategorii filmy i seriale. Obejrzałam "Hansel i Gretel: łowcy czarownic" (z pewnością nie należący do majsterszyków sztuki filmowej, ale przyjemny i relaksujący film), "Oblivion" z Tomem Cruisem (który niestety trochę mnie rozczarował i niestety zupełnie nie spełnił moich oczekiwań) oraz bajkę  "Strażnicy marzeń" (która okazała sie najciekawszą pozycją - zabawną, wzruszajacą i na wskroś uroczą). Z seriali królował najnowszy sezon "Gry o tron" (z ukochanymi postaciami Daenerys Targaryen i Tyrionem Lannisterem) oraz "Elementary" (czyli współczesne wcielenie Sherlocka Holmes'a i Watsona) a także odkryty przez mnie genialny i fascynujacy "House of cards", który musicie koniecznie zobaczyć jeżeli fascynyją Was mechanizmy władzy (ale od razu zastrzegam, że jest to pozycja dla osób dorosłych).  

W kategorii kulinarnej w tym miesiącu laur pierwszeństwa ponownie przypada szpinakowi (w każdej postaci, nawet płynnej) i jaśminowej herbacie Dilmah. Poza tym odkryłam moc zastowowań blendera w związku z czym regularnie piłam wszlekiej maści koktajle, przeciery i smoothies. Z nowości - biegam (ok raczej uprawiam marszo-biegi, czyli biegnę przez chwilę po czym maszeruje modląc się by moje serce nie wyskoczyło mi z piersi). Cudownym zakończeniem miesiąca i powitaniem nowego był wyjazd na mazury o którym wspomniałam na początku. Moc śmiechu, kilka dni z przyjaciółmi to najlepsza metoda by naładować akumulatory do ciężkiej pracy jak czeka mnie przez najbliższe miesiące. Trzymajcie kciuki! 

10:38, zielona-karuzela , month review
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 29 kwietnia 2013

Dzisiaj o moim małym uzależnieniu, a mianowcie moich zabawach z blenderem. Mowa o tzw. "smoothies", a zwłaszcza ich zielonej odmianie (czyli tych w których składzie jest natka pietruszki, szpinak lub jarmuż). Wszystkich własnej produkcji i wszystkich wypełnionych po brzegi witaminami.  Peany na ich część pierwszy raz usłyszałam rok temu. Dziecinnie porste do wykonania, smaczne a przy tym zdrowe. Czego chcieć więcej? Ale jak to u mnie zwykle bywa zanim wybrałam się po swój właśny blender musiało minąć kilka miesięcy. Zdecydowałąm się na najprostszy, stosunkowo tani i idiotodporny model, bojąc się by i tym razem nie skończyło sie słomianym zapałem. Na szczęście już pierwsza próba jego przyrządzenia zakończyłą się smakowym sukcesem. Od razu ostrzegam - wygląd części z nich może przerażać (przypominają często brązowo - zieloną breję), ale daję słowo są przepyszne.

 

O ich pozytywnym wpływie na nasze zdrowie i wygląd można znaleźć całą masę informacji. Wspomnę tylko o tym że po 3 tygodniach picia zauważam u siebie nowy przypływ energii. Jest to dla mnie szczególnie ważne z racji na fakt, że trzy miesiące temu musiałam wyeliminować całkowicie kawę ze swojego życia. Dodajmy do tego wiadomość, że od urodzenia mam skrajnie niskie ciśnienie i w efekcie mamy człowieka-zombie, któremu non stop chce sie spać.

 

Moje ulubione smoothie? Jedno jabłko, garść natki pietruszki, woda niegazowana i siemię lniane. Pycha! Polecam też mix kiwi, banana i  awokado, wymieszanego z jogurtem naturalnym i łyżką miodu. Przepisów i możliwości jest całą masa. Każdy więc bez problemu znajdzie coś dla siebie. We wpisie znajdziecie receptury na róznej maści koktajle. Koneicznie spróbujcie. Warto!

all images: pinterest.com 

15:40, zielona-karuzela , get fit
Link Komentarze (3) »
piątek, 26 kwietnia 2013

Ostatnio wprost szaleje na punkcie koloru kobaltowego. Dodawałabym do każdej możliwej stylizacji coś w tym intensywnym odcieniu niebieskiego. Jako niebieskooka blondynka bardzo korzystnie w nim wyglądam, poza tym jest rewelacyjnym ożywieniem mojej monotonnej szafy. Świetnie sprawdza sie przy tak lubianych przeze mnie kolorach - czerni, bieli, szarym i granatowym.

 kobalt set 2 - 2013

kobalt set 2 - 2013 przez zielonakaruzela z wykorzystaniem shu uemura mascara

kobalt set 4 - 2013

kobalt set 4 - 2013 przez zielonakaruzela z wykorzystaniem real leather handbags

Wykorzystując zimowe wyprzedaże zdecydowałam sie na szpilki (na ultra wygodnym 6cm obcasie), rozpinany sweterek, marynarke i ołówkową spónicę w tym cudownym kolorze. Dołaczyły do mojego arsenału "niebieskich ożywiaczy", czyli kobaltowych cygaretek i szala. Kilka takich elementów (wraz ze wspomnianią ostatnio fuksją) skutecznie pomogło zwalczyć mi często "smutne" połączenia. Poza tym wiem, że akurat ta barwa mi się nie znudzi i z radościa bedę nosić ją latami (dlatego też, co pewnie wielu z Was zszokuje ;) zdecydowałam się na ultra proste fasony). Na takiej ilości kobaltowych elementów planuje sie zatrzymać i ewentualnei dokupić jeszcze kilka ubrań w różu i czerwieni (ale słownie 2-3 sztuki, bo tylko tyle brakuje w mojej szafie).  We wpisie prezentuje kilka moich sztandarowych obecnie zestawów z niebieskimi "umilaczami" :) Starałam sie w nich wykorzystać rzeczy podobne do tych które wiszą na wieszakach w mojej szafie (oczywiście nie mam kolekcji rolexów, czy też całej gamy markowych torebek):)

 koblat set 1- 2013

koblat set 1- 2013 przez zielonakaruzela z wykorzystaniem high rise pants

kobalt set 3 - 2013

kobalt set 3 - 2013 przez zielonakaruzela z wykorzystaniem guess? watches

Mam nadzieję, że obecna pogoda cieszy Was tak bardzo jak mnie :) Odpowiadając na liczne wiadomosći - tak wciąż biegam (tzn. wiecej dyszę i wlokę nogami niż biegam) i chyba zaczynam to lubić (oczywiście o ile nie zginę śmiercią tragiczna przez wyplucie własnych płuc). 

14:06, zielona-karuzela , trend
Link Komentarze (5) »
wtorek, 23 kwietnia 2013

Pełne przeszyć, skośnych rozporków, falbanek, zakładek, wiązań, wycieć i rozcięć. Często przypominające origami. Niektóre zaś nawiązują do pareo. Dużo się na nich dzieje, a tym samym nie spodziewajmy się w ich zakresie spokoju. Pojawiły się również na wybiegach (w kolekcjach jesiennych zwłaszcza u Salvatore Ferragamo). Z racji na mnogość ich form, na swoje własne potrzeby, określiłam je mianem "dziwnych", bo trzeba przyznać, że odbiegają od klasycznych modeli spódnic.

via: fashiolista.com (1, 2, 3, 4) 

Pamiętam moje zdziwienie gdy spotkałam je po raz pierwszy. Zastanawiałam się wówczas jak zostaną przyjęte. Czy będą chwilowym wyskokiem czy zadomowią się w naszych szafach na dłużej. Wciąż nie znam odpowiedzi. Coraz częściej na nie trafiam na blogach i stronach poświęconych modzie ulicznej. Pytanie tylko czy akurat te dwa źródła stanowią faktyczne ujęcie tego co się dzieje na ulicach? Ale to akurat problem do rozpatrzenia w zupełnie innym poście :)

via:thechroniclesofher.blogspot.com, theyallhateus.com, inthecitywithcrystalin.tumblr.com, inthecitywithcrystalin.tumblr.com, connectedtofashion.creatorsofdesire.com, modernlegacy.blogspot.com. 

Ich wielką miłośniczką jest Christine Centenera (przykłady tutaj, tutaj, tutaj, tutaj i tutaj) . Lubi je również Carine Roitfeld (przykłady tutaj i tutaj). Podejście do nich może być dwojakie - albo szalejemy na całego (wzory, więcej wycięć i zabawy formą) albo staramy się je stonować za pomocą reszty stroju (czyli spokojne kolory, proste fasony). Czy muszę wspominać która opcja do mnie bardziej przemawia? :) Szczególnie podobają mi się w wersji śnieżnobiałej łączone z beżowym i szarym kolorem lub pasiakiem.

Czy sie na taką zdecyduje? Zobaczymy. Muszę przyznać że wygladają bardzo kusząco zwłaszcza gdy kontrastowo zestawia sie je z klasykami. Na razie mam zamiar wykorzystać w tym zakresie małe DIY. Do czego i Was zachęcam. W przypadku sieciówek - sporo ich zwłaszcza w sklepie zara (1, 2, 3, 4). Kilka modeli znajdziecie również w  mango, h&m, mohito, bershka (ewnetualnie ta) a także stradivarius.

Z racji na ich dość fantazyjną, a przy tym trochę skracjającą sylwetkę formę, ważne jest jakie dobierzemy do nich buty. Najlepiej wygladają łączone albo z cielistymi baletkami albo ze szpilkami. Fajnie będa z nimi wygladać klasyczne czółenka (na zasadzie kontrastu) albo białe trampki Converse. W cieplejsze dni sprrawdzą się delikatne sandały. Inspiracje - 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9, 10.

13:35, zielona-karuzela , trend
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 55